Dzisiaj kolejna literka alfabetu wybiórczego czyli F. Temat wziął się z rozmowy ze znajomą na temat pseudo-sztuki zwanej fotografią. Byłem przekonywany że to coś więcej niż zwykłe pstrykanie zdjęć, ale dalej stoję przy swoim. Dla mnie Fotografia ma zerową wartość kulturową, za to bardzo dużą wartość użytkową. Bo i ja lubię zrobić sobie zdjęcie z koleżanką, a to nad jeziorkiem a to w górach. Ale żeby nazywać to sztuką? Pfff... A już najbardziej śmieszą mnie wywody niektórych "ekspertów" z for internetowych którzy zachwycają się i wznoszą pod niebiosa zdjęcie robaka tłumacząc że autor "zachował w nich swoją duszę, myśli". CO? Jak dla mnie to zwykłe zdjęcie, każde zdjęcie jest dla mnie tylko megabajtami.Co innego kiedyś, kiedy fotografia miała jeszcze swój klimat, wyciąganie kliszy, naświetlanie, pachnący połyskujący papier, wszystkie te elementy powodowały że robienie zdjęć straciło całą "magię", wszystko sprowadzono do jednego pstryknięcia i zrzucenia zdjęcia na dysk. Dodano tylko Makra, Mikra Megapiksele i resztę dupereli. Zdjęcie oczywiście może być ładne, ale nie ma tu mowy o żadnej twórczości czy sztuce.
Sztuką można nazwać obraz, powstający przez wiele tygodni, podczas których malarz dopracowuje swoje dzieło w najmniejszych szczegółach. Poza tym potrzebna jest wyobraźnia żeby namalować dobry obraz. A w fotografii jest odwrotnie. To odbiorca musi się wykazać nie lada wyobraźnią i chęciami aby coś dojrzeć w zdjęciu. Podobnie sprawa ma się z muzyką, potrzeba czasu żeby nagrać utwór. Fotografia - Pstryk i jest. Więc aktualna sztuka jest po prostu wynikiem lenistwa "artystów". Bo komu by się chciało malować obraz przez szmat czasu skoro wystarczy kupić aparat w Media Markcie, pojechać nad pierwsze lepsze jezioro, zrobić serię kilkunastu zdjęć, wrzucić na stronę/blog i już można się nazywać ARTYSTĄ. Poza tym, to może zrobić każdy. Kolejny argument przeciwko fotografii to właśnie dostępność dla "Kowalskiego" i prawdziwe przesilenie tych wszystkich fotografów. Żeby robić tą "sztukę" nie potrzeba pomysłu ani wyobraźni, wystarczy trochę pieniędzy na dobrej jakości aparat (bo chyba nie będziesz robił sztuki w rozdzielczości 640x480??, musi być 10 Megapikseli i już!) i mimalne chęci. Poza tym, otacza nas zalew zdjęć które towarzyszą nam w codziennym życiu, co powoduje ogólne zaniżenie wartości fotografii. Bo wystarczy otworzyć gazetę, multum zdjęć które nie są nic warte. Nie maluje się obrazów do gazet, a każda muzyka coś w sobie ma (nawet taka z reklamy). No bo jak, zdjęcie policjanta w Fakcie nie jest sztuką a robaka na liściu umieszczone na blogu jest? Kolejny powód który powoduje u mnie niesmak jest właśnie wmawianie sobie że zrobione zdjęcie jest coś warte, ma w sobie coś więcej. Cóż, niestety ale zdjęcia nic w sobie nie mają bo powstają przez wciśnięcie głupiego przycisku, tyle ode mnie.
Od razu mówię - do Kubicy nic nie mam, cały wpis traktuje o polakach, niedzielnych kibicach i innych którym trochę odbiło na temat tego pana.
Już pewnie teraz nie muszę przedstawiać Kubicy, jest cholernie popularny razem ze swoją dyscypliną, choć rok temu większość Fanów i Fanków zapytanych o Formułę 1 pomyślało by chwilę i wzruszyło ramionami bo po co mają to znać. Nazwisko kierowcy? -Pfff, szumacher! Ha!. No szumachera to chyba każdy zna (chociaż większość albo z reklam albo z gier jakiś ;). Chociaż patrząc tak z boku to nieco mniej głupszy i ciekawszy sport niż skoki narciarskie. Gdyby nie Fortuna sto lat temu i Małysz kilka to polak śmiałby się do rozpuku że banda pajaców w pedalskich kombinezonach skacze z góry trzymając się za dupę. Już to widzę. Bo polak taki jest, śmieje się, olewa dopóki nie ma "swojego" w tym sporcie. A i dla niedzielnych kibiców formuła 1 to gratka, bo wyścig przypada w niedzielę. Czyli tylko kupić czipsy i kolę i z całą rodzinką oglądać jak to nasz orzełek śmiga na torze. Fart że zasady są proste (w miarę) bo komentator musiałby przeznaczyć 90% transmisji na tłumaczenie takim rodzinkom O SO FOGLE CHOSI? a zresztą czy to ważne? najważniejsze żeby nasz wygrał. Jak będzie przegrywał to śmierdzi. Jak jeździ nieźle to oglądne. Jak wygra (no albo chociaż będzie na podium) to kupuję czapkę BmW sałber i buciki pumy czy tam ferrari i lans na miasto jaki to ze mnie kibic ha!
Erupcją emocji był wypadek Robercika. Przyznaję, wypadek naprawdę ostry i mimo że aż tak się nie jaram to bałem się że nie wyjdzie z tego z głową (całą). Okazało się że skręcił kostkę. Cóż, fart, i to całkiem duży fart. Ale to co się działo później to chyba jakiś żart. Kubica świadkiem w procesie beatyfikacji Jana Pawła 2. Ej no, jeśli tak to wszyscy farciarze powinni zostawiać świadkami. Rzucę sie z bloku, ale na trawnik, jakoś przeżyję i jadę do watykanu, może będę sławny? Aha, przedtem muszę ubrać kask z nadrukowanym imieniem i nazwiskiem ŚP Papieża. Ehh, jak się nie zmieści to chociaż inicjały. Dobra, może trochę przesadzam ale co do tego całego procesu to już trwa ponad dwa lata i jakoś nie słyszę żeby się znacznie posuwało. Wszyscy się spodziewali że będzie to max. kilka miesięcy (w tym ja) a tu ? No ale jest cisza, czyżby krzyki za beatyfikacją Jana Pawła tych co byli tacy głośni okazały się słomianym zapałem? Doszli do wniosku że jednak Święty w tą czy w tamtą im nie robi? Ja rozumiem że to może trwać, ale zero jakichkolwiek informacji, a chyba nie jestem ostatnim którego to obchodzi?
Yeah :) wracam do mojego blogowego pół-światka, co prawda z miesiąca zapowiedzianego w poprzedniej notce zrobiło się kilka długich miesięcy, ale to się nie liczy i wracam do wywodów na moim własnym, ciasnym blogu. Jest o czym mówić (tak naprawdę to nie ma bo wciąż to samo, dzisiaj oglądałem stary odcinek Szymona "Głoopa" Majewskiego i jego newsy - 1. Lepper kłóci się o weksle. 2. Rydzyk obraża prezydentową, wciąż te same tematy wałkowane, ci politycy mogą zanudzić człowieka) i zaczynam od nowa truć a będzie tego trochę. Na razie o Kubicy (jutro a raczej dzisiaj po południu) i Kubicomanii (nawet śp Papież został w nią wciągnięty), Problemach koalicjantów, fuzji TVN, wyzysku w pracach dorywczych i wielu innych tematach rozciągniętych na przestrzeni dni w których będę wylewał brudne pomyje na klawiaturę i serwer bloga. Bo na razie mam zamiar pisać i nie przestawać bo się za tym stęskniłem, choć szczerze mówiąc coś blokowało mnie przed wpisaniem w przeglądarcę "blox.pl" i stworzeniem KomBekowego wpisu. Ale się uparłem i jestem. Teraz będę miał nieco więcej czasu, bo mam urlop od nauki, jednak pod koniec lipca mam zamiar odpocząć całkowicie i wyjechać gdzieś gdzie nie dotknie mnie polityczna zaraza. Ale mówmy o tym co jest teraz a nie co będzie kiedyś.
Myślę że to tyle słówkiem przywitania, mam nadzieję że czytelnicy którzy obserwowali moje niegdysiejsze brudy wrócą i znów zaczną szmatą umysłu zbierać te pomyje, nie obrażając się za moje lenistwo. Ja naprawdę was szanuję i wszystkich moich drogich czytelników mam w głębokim.. poważaniu. No to tyle idę do lektury bo i ostatnio więcej czasu mam na zagłębianie się w literaturze (o tym też napiszę jak mi się skończą ciekawsze tematy).
Dobranoc
Witam, robie sobie przerwę od pisania, na jakiś miesiąc żeby poprawić jakość tego co piszę. Mam nadzieję że wytrzymacie i po miesiącu wrócicie do czytania mojej biednej twórczości.
Tymczasem mamy nowego wicepremiera
Na początku istnienia bloga poruszałem wyłącznie tematy polityczne, teraz przerzuciło mi się na religijne, jeśli już zaczyna was to wkurzać piszcie o tym w komentarzach, postaram się znaleźć inny cel na obrażanie/chwalenie, tymczasem jednak nie religijnie nie politycznie a SPORTOWO. Parę godzin temu ogłoszono że do organizacji mistrzostw europy 2012 wybrane zostały Polska i Ukraina. Jesteśmy dumni ( 90% polaków już narzeka, ja sie powstrzymam. ) i szczęśliwi.